Pisząc kilka lat temu o wydawnictwie "Od monumentu do marketu. Sztuka wideo i przestrzeń publiczna" - przygotowanej przez WRO Centrum Sztuki Mediów, konstatowałem, że „uzmysławia [ona], jak bardzo brakuje na naszym rynku wydawnictw, które prezentowałyby twórczość artystów posługujących się medium filmowym bądź wideo, ale tych spoza mainstreamu, artystów poszukujących nowych form wypowiedzi, wyrazu". Pisałem też o tym, iż marzą mi się kolejne wydawnictwa poświęcone takim twórcom jak Józef Robakowski, Ryszard Waśko, Wojciech Bruszewski, Supergrupa Azorro, Artur Żmijewski, Zbigniew Libera i in. Banalnie można by powiedzieć, iż marzenia zaczynają się spełniać, bowiem Centrum Sztuki WRO - instytucja, która rozpoczęła swoją działalność we wrześniu 2007 roku na bazie Fundacji WRO Centrum Sztuki Mediów w nowej siedzibie we Wrocławiu - daje nam bardzo obszerny wybór prac filmowych i wideo Józefa Robakowskiego.
Jednocześnie jednak warto dodać, że zaczynają się urzeczywistniać postulaty (sam również wielokrotnie je formułowałem), by rozpocząć publikację materiałów gromadzonych przede wszystkim w związku z odbywającym się we Wrocławiu (i liczącym się w Europie) od roku 1989 festiwalem sztuki mediów. Do tej pory odbyło się 12 edycji biennale i to właśnie te festiwale w znaczący sposób przyczyniły się do zgromadzenia imponującej ilości materiałów dokumentujących rozwój sztuki mediów w postaci taśm wideo, płyt CD i DVD. I wreszcie Centrum Sztuki WRO przystępuje do systematycznej prezentacji tych materiałów w postaci wydawnictw multimedialnych pod hasłem „WRO Reader", które zawierać będą zarówno teksty teoretyków, krytyków, artystów i historyków mediów, jak i - co jest może najważniejsze - prace filmowe, realizacje wideo, materiały dokumentujące instalacje interaktywne, performances, sztukę sieciową. Wypada mieć tylko nadzieję, że to ambitne zamierzenie nabierze rozpędu i już niebawem będzie możliwe oglądanie wielu prac wydanych w ramach tej serii.
A że może ona spełnić wielką rolę w szeroko rozumianej edukacji filmo- i medioznawczej, o tym chyba nikogo nie trzeba przekonywać, zwłaszcza, że jak już to zostało powiedziane, liczba polskich publikacji z tego zakresu jest znikoma. W tym kontekście Obrazy energetyczne Józefa Robakowskiego mogą stanowić pewien punkt odniesienia, albo, inaczej rzecz nazywając - próbkę możliwości, na przykład w zakresie edytorstwa, opracowania graficznego, merytorycznych kompetencji wydawców. Publikacja ta jest w pewnym sensie pokłosiem monograficznej prezentacji prac Józefa Robakowskiego, która miała miejsce w trakcie 51. Festiwalu Filmów Krótkich w Oberhausen w roku 2005. Struktura trzyczęściowego pokazu w Oberhausen została powtórzona w Obrazach..., na które składają się trzy płyty DVD, choć zostały one uzupełnione o prace nie prezentowane w Oberhausen. Zasadnicza jednak koncepcja nie uległa zmianie, bowiem tak jak na Internationale Kurzfilmtage, tak i tutaj mamy trzy bloki tematyczne: Uwaga: ŚWIATŁO (Paulowi Sharitsowi), Zapisy bio-mechaniczne. Film- i video-performance oraz Kino własne. Operacje na rzeczywistości. Od razu też powiedzmy, iż w książce będącej integralną częścią wydawnictwa przedrukowany został tekst Piotr Krajewskiego, kuratora pokazu w Oberhausen i współredaktora - wraz
z Violettą Kutlubasis-Krajewską - Obrazów energetycznych. Pojawia się on obok tekstu Patricii Grzonki, będącego przedrukiem wcześniejszej publikacji poświęconej Robakowskiemu i wydanej w Wiedniu. Przyznam, że właśnie te dwa „elementy" całego przedsięwzięcia budzą pewne zastrzeżenia. Rozumiem, że wydawnictwo to ma do spełnienia różne zadania, a fakt, iż ukazuje się w postaci dwujęzycznej, wyraźnie wskazuje również na adresata, którym nie jest wyłącznie odbiorca polski. W związku z tym, jak można się domyślać, oba teksty mają do spełnienia przede wszystkim rolę swego rodzaju „wprowadzenia do...", ale tym samym muszą budzić pewien niedosyt. Zwłaszcza odnosi się to tekstu Patricii Grzonki omawiającego kino osobiste Józefa Robakowskiego, który nie wykracza poza zestaw pewnych oczywistości, w żadnym razie nie wnosząc nic nowego do spojrzenia na twórczość autora Z mojego okna. Na marginesie tylko powiem, iż stwierdzenie odnoszące się do sposobu narracji w tym filmie („Robakowski opowiada bowiem z perspektywy flâneura, który obserwuje, ale nie osądza", s. 22) wprowadza czytelnika w konfuzję. Chyba że autorka rozumie flâneuryzm w sobie tylko właściwy sposób. To prawda, Robakowski nie osądza, ale jego perspektywa jest z gruntu odmienna od perspektywy „spacerowicza", bowiem w odróżnieniu od niego narrator nie jest mobilny, co jest immanentną cechą flâneura. Wręcz odwrotnie - to właśnie jego „stabilny" punkt widzenia determinuje kształt narracji i wyznacza konstrukcyjną ramę filmu.








